Szukaj na tym blogu

Obserwatorzy

niedziela, 12 lutego 2012

szkoda...

Zmarła Whitney Houston.
Nie wiem co napisać.


Utalentowana, obdarzona niesamowitym głosem kobieta.
Przeczytałam o niej artykuł w serwisie TVN24  tutaj
jak można tak zmarnować sobie życie?
Jak to możliwe, że nałóg może tak zmienić człowieka.... trudne to do pojęcia, dla kogoś kto nie jest, nie był uzależniony.. wydaje się wtedy, że to takie proste "wyjść" z tego... ale to zapewne jak z paleniem papierosów - czego kiedyś doświadczyłam - tylko, że fajki to mniejszy kaliber.. do tej pory nie zapalę, bo boję się, że wrócę do tego świństwa....

20 lat temu zagrała w filmie "Bodyguard". 20 lat temu! Właśnie sobie uświadomiłam jak dawno to było! Ścieżkę dźwiękową mam chyba do dziś, muszę zerknąć na strych, bo tam trzymam klamoty.. To będzie kaseta magnetofonowa. Jutro zerknę. Na filmie "Bodyguard" byłam w kinie chyba z 5 razy.. potem jeszcze kilkadziesiąt razy oglądałam go na kasetach i teraz gdy czasem leci w tv, muszę obejrzeć. Bardzo ją lubiłam.... za jej głos, biło od niej takie ciepło... ten uśmiech... ach, szkoda........

3 komentarze:

  1. Wielka to dla nas strata ,...piękny głos...mam tylko nadzieję że TAM narodzi się na nowo i nauczy ANIOŁY śpiewać........

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pięknie to napisałaś Edi...

      Usuń
  2. aż trudno uwierzyć, że już jej tutaj nie ma..:((

    OdpowiedzUsuń