Szukaj na tym blogu

Obserwatorzy

sobota, 17 grudnia 2011

pamiętnik, złote myśli, kto pamięta?

Lata '80-'90.
Nie było komputerów, telefonów komórkowych, Hello Kitty, Bakuganów i ZigZaca :)

Graliśmy całe dnie w gumę, zbijaka, bawiliśmy się w podchody.
Nie mieliśmy całej szafy zabawek, była piłka, skakanka, rower (nie zawsze) i wcześniej wspomniana guma.
Chłopaki chyba grali w kapsle z tego co pamiętam.... a nam dziewczynom nie wolno było ;-)

Wspominam lata, gdy miałam te 7-10 lat.... a wzięło mnie na wspominki, bo znalazłam dziś na strychu mój pamiętnik, który założyłam w III klasie SP.

Wpisywali się koledzy i koleżanki z klasy, z bloku w którym mieszkałam.. rodzinka... czy teraz też się to robi?
Chyba pokażę córce, pewnie jej się spodoba, to takie miłe.. a jaka pamiątka...

pierwsza strona :)


tu wpisała się moja mama :)


od brata, ale to mama pisała :)


a następne to już koleżanki i koledzy :)
a to wpis od mojej nauczycielki ze Szkoły Muzycznej :)


a to od wychowawczyni klasy I-III


























i ostatnia strona :)








a na deser Złote Myśli.

"Mój rocznik" wie o co chodzi ;)
W zeszycie wpisywało się pytania, znajomi odpowiadali ;)
teraz to śmieszne, ale wtedy..... to było fajne :)

Kiedyś zeszyt nie był tak kolorowy jak dziś...






no i pytania ;)



muzycznie ;)















Ulubione filmy.
Angielski kiepski, ale cóż się dziwić, uczyli nas rosyjskiego :D






a tutaj zestaw moich pamiętników... zajrzałam do jednego, uśmiałam się.. jakie miałam problemy mając 16 lat :) ale wtedy to były wielkie problemy..




Pięknie się wspominało...

piątek, 16 grudnia 2011

remont - schody

Podczytuję blogi, gdzie odważni ludzie ;) kupili stare domy i namiętnie je remontują lub po prostu doprowadzają do użytkowania w miarę możliwości oczywiście :)

Wiem jaki to trud, czasem łzy, ale radość z efektów końcowych, choćby nie wiem jakie nie były - cieszy serce.

Zacznę od schodów.

Nam mieszczuchom wydawało się, że wyszlifujemy tylko stopnie, polakierujemy i wystarczy :)

Na ziemię sprowadził nas stolarz, który zgodził się obejrzeć nasze schody. Jedne prowadzą na piętro, kolejne na strych.
Zajrzał do piwnicy, wziął w dłoń śrubokręt, wbił go w stopień schodów od wewnętrznej strony, posypały się wióry i takim to o to sposobem dowiedzieliśmy się, że mamy do wymiany całe schody.

Przed remontem wyglądały tak


tu jeszcze w trakcie remontu przedpokoju




a nowe, dębowe,  wyglądają o tak










w miarę możliwości będę wrzucać kolejne metamorfozy starego domku na wsi :)


Floruś

malutki Florisek, mój chrześniak kochany skończył kilka  dni temu 7 miesięcy i wyszedł mu pierwszy ząbek!


Słodki, uśmiechnięty i radosny maluszek za którym bardzo tęsknię....





Dzięki Adze, takie oto cuda będą zdobiły pokój Florka :)



Kochany mój, ciocia, wujek i dzieciaki bardzo za Tobą wszyscy tęsknimy!

makowiec! zawijany!

Uffffffffffff tak się bałam hihi
pierwszy raz w życiu - wstyd - zrobiłam makowca na cieście drożdżowym.

Przeżywałam okrutnie co odczuły kobietki on line, Edit, Aga i Jolcia ;-)

ale dałam radę!

Najbardziej bałam się czy ciasto urośnie, drożdże mnie przerażają, choć tak niewinnie wyglądają :)

Efekt końcowy taki:






od początku:

masa makowa:

pół kg maku zalałam szklanką gorącej wody, gdy już mak ostygł, zmieliłam go 2 razy.

Dodałam ok 100g posiekanych orzechów włoskich - wczoraj Krystian cierpliwie łupał orzechy, chciał makowca, musiał pomagać :) - 100g rodzynek (wcześniej sparzonych gorącą wodą, by pozbyć się konserwantu w formie siarki, fuuu), dodałam też nie całą szklankę cukru, olejek migdałowy, łyżkę miodu i łyżkę miękkiej margaryny. Na koniec białka ubite z 6 jaj, żółtka dodamy do ciasta.

ciasto drożdżowe:

45g świeżych drożdży z dodatkiem 6 łyżek cukru rozpuszczamy w  180ml letniego mleka. Odstawiamy na 15minut.

Do misy wrzucamy:
3szklanki mąki pszennej
6 żółtek (białka zostawiamy na pianę do masy makowej)
1,5 łyżki oleju
pół łyżeczki soli
1,5 łyżki spirytusu
1 duże opakowanie cukru waniliowego
na koniec 150g rozpuszczonej margaryny, chłodnej.


Wyrabiamy ciasto. Mnie nie odchodziło od rąk, lepiło się i bałam się, że będzie zakalec.

Odstawiamy w ciepłe miejsce, nakrywamy ściereczką, moje rosło ok 45minut - ma podwoić objętość.

Gdy już urośnie, robimy 3 kule,
wałkujemy w prostokąty najlepiej, nakładamy masę makową, zawijamy i układamy na papierze do pieczenia wysmarowanym olejem. Zawijamy. Zostawiamy po bokach luz, tak z 3cm.
Pieczemy 30-40min w temp 150-160st- zależy niestety od piekarnika.

Nie mam zdjęć ciacha surowego, nie dałam rady zrobić, gdyż byłam oblepiona ciastem ;-)
Moje się kleiło, podsypałam mąką, nie jest twarde na szczęście :)
Jeden niestety za cienko rozwałkowałam i pękł na pół, więc na foto pozostałe 2 sztuki.



a tu już z lukrem i obsypane morelą :)




naprawdę smaczny :)

Dianka, Edytka...

Najlepsze życzenia kochane moje!

Spełnienia marzeń, samych cudownych chwil, spokoju, radości!


Obie jesteście daleko ode mnie, ale duchowo bardzo blisko..

dziękuję za wsparcie, dobre słowo, przyjaźń i miłość..

buziaczki słodziaczki!

A oto kwiatki dla Was :)

wtorek, 13 grudnia 2011

piękna połowa grudnia

Mamy prawię połowę miesiąca.
Grudzień, ciepły, przyjemny, zielono wszędzie, ale chcemy czy nie, zima prawie za pasem :)

Wysłałam dziś kartki świąteczne do przyjaciół i znajomych.
30 minut na poczcie, oj ciężko... to chyba raczej nigdy się nie zmieni... szkoda mi starszych ludzi, którzy męczą się w tych ciężkich paltach i butach...

Po południu założyliśmy lampeczki na jedną z naszych choinek. W tym roku wybraliśmy mniejszą - łatwiej nałożyć światełka a plus jeszcze jeden, bo dzieciaki będą ją widziały ją z okien swoich pokoi.
Pytają: kiedy będzie śnieg?
Trudno powiedzieć...

Na dzień dzisiejszy:

białego szaleństwa brak
mrozu brak
na dworze 6 stopni, słonko, piękny był dziś dzień.














poniedziałek, 12 grudnia 2011

**************** święta tuż tuż ********

Nie całe dwa tygodnie do świąt.
Jak nigdy dotąd, mam już wszystkie prezenty, zostały łakocie.

Ubraliśmy wczoraj choinki :) o dziwo, nie ubiliśmy ani jednej bombki :)

Jedna stoi w salonie, druga u Kini i Kondzia, trzecia u Kacpra, Kamila i Nikoli a czwartą musimy ubrać na dworze :)

Nie brakuje świeczników, stroików i innych dekoracji... mmmmmmm pachnie świętami....







Mikołaj, własnej roboty :)






Tak moje szkraby czekały w zeszłym roku na Mikołaja...






A Mikołaj chodził wokół domu.....
zaglądał przez okna...
dzieciaki aż piszczały z radości :)







czekamy na Ciebie Mikołaju....

piątek, 9 grudnia 2011

zima?

Sypnęło dziś śniegiem!

Pierwszy w tym roku :)





Już po białym szaleństwie nie ma śladu, bo temperatura dodatnia :)


Jeśli ma być śnieg, to taki :)







Długie wieczory.. więc czytanie idzie pełną parą.

Pochłonęły mnie na zabój książki C. Lackberg.
Świetnie napisane, kryminał połączony z codziennymi problemami prawie doskonałego małżeństwa. Przeczytałam już "Księżniczkę z lodu", "Kaznodzieję", "Ofiarę losu", "Kamieniarza" - ta część podobała mi się najbardziej i "Niemieckiego bękarta", teraz czas na "Syrenkę".




Ponieważ książką są zainteresowane kolejne osoby, muszę skończyć ją do końca tygodnia ;) odrzuciłam więc w kąt trylogię Stiega Larssona, "Millenium" - też świetna, chociaż Camilla zdecydowanie bardziej mnie wciągnęła.

Dostałam w prezencie zakładkę do książek, zrobioną specjalnie dla mnie :)
Made by Kinia :)

czwartek, 8 grudnia 2011

fasolka szparagowa - zupka krem

Jeszcze tak szybko nie zrobiłam zupy :)

Zamroziłam tego lata sporo fasolki szparagowej. Lubię bardzo z bułką tartą i masłem, ale.....
właśnie
odrobinkę za tłusto ;)

spróbowałam więc lekkiej zupki, wyszła pyszna :)

Pół kg fasolki ugotowałam z dodatkiem kostki rosołowej, marchewki, pieprzem (ok 10 ziaren)  i tymiankiem (łyżeczka). Marchewki nie dawałam za dużo, gdyż staram się nie jeść gotowanej, ma więcej cukru a wtedy wiadomo rośnie apetyt ;) więc jeśli marchew to tylko surowa :)

Gdy warzywa były już miękkie, odcedziłam (nie wylałam bulionu) i zmiksowałam blenderem razem z pieprzem.


Wrzuciłam do garnuszka, podlałam bulionem (w którym gotowały się warzywa), zagotowałam. Bulionu dodajemy tyle jak gęstą lubimy zupkę. Na koniec jogo natural i oczywiście do smaku sól, pieprz.




Można podać z grzankami, ale jak dla mnie bez nich bardzo syta :)

środa, 7 grudnia 2011

Wymianka niespodzianka :)

Wczoraj nareszcie uroczyście otworzyłyśmy paczki mikołajkowe!

My mamuśki wzięłyśmy udział w mikołajkowej wymiance.
Losowała Miśka i przyznam, że świetnie jej to wyszło :)

Dostałam prezent od świeżo upieczonej mamusi.
Jeszcze raz wielkie dzięki Tess! Buziaki dla synusia :*

Oto mój prezent :)

a tam pudełko z szufladkami, może być na biżuterię :) coś mi się wydaje, że Kinia to zarekwiruje, bo dziwnie się przyglądała i widziałam jej błysk w oku :)



















Paczkę robiłam dla Jolci. Zrobiłam rameczkę z masy solnej, poczęstowałam moją ulubioną czarną herbatą z dodatkiem skórki z pomarańczy, wiśni, grejpfruta.. no i odrobinę łakoci :)

Podobno się podoba ;)

Wczoraj wieczorem, cieszyłyśmy się jak małe dziewczynki. Świetnie się bawiłam dziewczyny!
Oby to nie był ostatni raz :)

wtorek, 6 grudnia 2011

baba ziemniaczana, jogo & ogóras kiszony

Bardzo lubię ziemniaki. Od zwykłych gotowanych z koperkiem po frytki, kluski, kopytka, placki ziemniaczane aż po babkę ziemniaczaną zwaną też kartoflakiem :)

Jolcia, for ju!

Szykujemy:

cebulkę


Cebulkę smażymy na oleju, długo, by była bardzo miękka, potem odcedzamy na durszlaku by pozbyć się tłuszczu ;) to samo robimy z kiełbaską.
Ziemniaczki ścieramy.





wszystko mieszamy, dodajemy jaja, trochę mąki, sól, pieprz, ja daję świeżo mielony, kolorowy - zielony, czarny i czerwony.









do pieca na 1,5 godzinki,

potem jogo, ogóras kiszony, oczywiście własnej roboty, mleczko i zajadamy :)







Smacznego!

przyszedł M.!

Tupot małych bosych stópek obudził mnie dziś rano....

potem zaspane głosy:

był!

przyszedł!

mam paczkę!

wymarzony robot... auta... i inne zabaweczki :)

i te uśmiechy i wesołe oczy
co roku tak samo mnie rozczulają :)

Moja paczka od Mikołaja a raczej Mikołajki czeka jeszcze zapakowana, oj korci, korci by otworzyć :)

Wymieniłyśmy się drobnymi upominkami z dziewczynami z forum Bociana.
Stała ekipa pomimo wielu burz nadal trzyma się razem i wciąż sobie pomagamy jak tylko możemy...
dziewczyny, godzina 21 - meldować się na konferencji :)

karkówka w ostrym sosie pomidorowym

Wrzucam w końcu przepis na karkówkę.
Zapiekaną w cebuli i uduszoną w ostrym sosie pomidorowym.
Na prośbę Agi, Bocianowej koleżanki :)

Kilogram karkówki kroimy w plastry i rozbijamy tłuczkiem. Nacieramy je 3 ząbkami czosnku i odstawiamy na 2-3 godziny.
Potem mięsko obsmażamy na małej ilości oleju i układamy w naczyniu żaroodpornym na przemian z cebulką (warstwa mięsa, warstwa cebuli) - potrzebujemy do tego 3 cebule.

Robimy sosik :)

1 posiekany ząbek czosnku
1 szklanka ketchupu łagodnego (pyszny Lidlowski, KANIA, bez zbędnym dodatków, cukru, po prostu mniam!)
2 łyżki octu 10%
1 łyżeczka słodkiej papryki w proszku
pół łyżeczki chilli
1 łyżka cukru
1 szklanka wody
pół kostki rosołowej
pół łyżeczki soli
1/4 łyżeczki pieprzu
1 łyżeczka musztardy

wszystko mieszamy i zalewamy mięsko.

Dusimy w piekarniku ok 1,5 godziny.

Osobiście wolę ją na drugi dzień, doskonale przejdzie do tej pory przyprawami, jest mięciutka a sos ostry, ale nie na tyle by dzieci nie spróbowały.
Z kaszą gryczaną i do tego kapustka kiszona.... mmmmmmmmmmmmmmmmm mniam!





Aga, daj znać jak smakowało!

sobota, 3 grudnia 2011

andrzejkowo, imprezowo!

Cała klasa Kini bawiła się wczoraj wraz z rodzicami na andrzejkach,
były wróżby, konkursy, tańce, śpiew, dużo śmiechu, radości i pozytywnych wibracji :)

Konkursy przygotowałam wraz z Krystianem, razem też z p. Anią, wychowawcą klasy prowadziliśmy całą zabawę. Dzieciaki szalały, rodzice byli odprężeni, nikt nie stał w kącie, wszyscy dobrze się bawili!

Najbardziej zadowolone były oczywiście dzieci a najciekawszą wróżbą okazały się magiczne karteczki na których nie było widać tekstu, dopiero po podgrzaniu świecą i wypowiedzeniu magicznego:
czaaary, maaary, hokus, pokus - pojawiała się wróżba. Wciąż nas pytały:
jak Pani to zrobiła?? Nawet rodzice z ciekawością zaglądali :)

Karaoke rozruszało wszystkich, dzieciaki stały w kolejce by móc zaśpiewać czy powiedzieć wiersz. Widziałam dumę rodziców gdy ich jak dotąd małe dziecko pięknie recytuje wiersz...

Kolejny raz utwierdziłam się w stwierdzeniu, że warto robić coś dla drugiego człowieka... nawet jeśli czasem wymaga to od nas dużego poświęcenia.
Ta radość w oczach dzieci i ich uśmiech - bezcenne!

Tu kilka fotek, niestety nie za wiele, gdyż oboje z mężem byliśmy zajęci prowadzeniem całej zabawy :)







czwartek, 1 grudnia 2011

listy do M.

tak tak, oczywiście, że do Mikołaja :)







takim to o to sposobem, Mikołaj wie co kupić :) ba! już nawet kupił!
Ale lista dłuuuuga :)

Jutro impreza, cały dzień przygotowywałam wróżby, piekłam ciastka, lwie paszcze, wyszło 70sztuk, mam nadzieję, że posmakują a zabawa będzie udana :)

Listopad minął raz, dwa i nareszcie mamy grudzień!

Pachnie świętami nawet przy oglądaniu gazetek świątecznych, raz dwa ucieknie ten ostatni miesiąc roku... a potem już co raz bliżej wiosna...

A jutro, wysyłam paczkę mikołajkową w wymiance bociankowej :) mam nadzieję, że zdążę na czas :)