Szukaj na tym blogu

Obserwatorzy

niedziela, 20 listopada 2011

bomba witaminowa!

Koktajl.

Uwielbiam koktajle.

Pyszne owoce, soczyste, pachnące... ach!


Przepis na żywca z premedytacją ściągnęłam z bloga p. Beaty Lipov :)

A wygląda to tak!


2 pomarańcze, słodkie, koniecznie i 2 banany wrzucamy do blendera






dodajemy szklankę jogo natural i miksujemy

otręby, łyżkę i płatki migdałowe, też łyżkę, rozdrabniamy



wylewamy do szklaneczek, posypujemy posypką i dodajemy odrobinę miodu :)









bardzo syte, pyszne...


no to kolację mam z głowy!
Buźka!

sobota, 19 listopada 2011

w roli głównej: kura!

Usiadłam z herbatką, która to godzina... prawie 16..
2 ciasta, babeczka i karpatka, zupka - dziś ogórkowa, kurczak pieczony, doglądanie dzieciaków oczywiście i cała reszta... a Krystian w pracy :) taki to ma dobrze haha żartuję oj jestem zmęczona, tak, ale to przyjemne zmęczenie :)

Karpatka pycha, babka prawie zjedzona, bo co to dla 5 dzieci + mąż? Zostały chyba 3 kawałki, nawet nie spróbowałam :)  jutro rano zapewne zakręcę kolejną :)

a na obiad fundnęłam dziś kurę pieczoną, usadzoną na butelce. Piwa.
Smaka na nią narobiła mi Agusia, tak jak obiecałam, zrobiłam :)
Wczoraj po południu przyprawiłam ją bardzo dokładnie, dziś usadowiłam ją na butli i do pieca.




Piwo zaczyna wypływać po godzinie, za późno jak dla mnie, więc podlewałam drugą butlą. Chyba warto przed pieczeniem podgrzać piwko i wtedy zacząć pieczenie, bo zanim ono się zagrzeje... można też podsypać odrobinę soli do butelki podczas pieczenia, wtedy buzuje jak fontanna :) kuraka piekłam ok 2 godzin.







zapiekłam dodatkowo warzywa, kalafiora, ziemniaczki, dałam też czosnek w łupinie... pychotka :)

piątek, 18 listopada 2011

na pewno Was rozgrzeje :)

Minął tydzień, spokojny, bez niespodzianek, przyjemny...

zakończmy więc go jeszcze milej :)

2 piwka podgrzałam prawie do wrzenia,

dodałam goździki, 10-15 sztuk,

wlałam 3 łyżki miodu

i na koniec dodałam pomarańczę skrojoną w ćwiartki..
umyłam ją przedtem oczywiście porządnie w gorącej wodzie, by pozbyć się wszelkich chemikaliów..

pyszne, rozgrzewające, leciutko słodkawe z doskonałym soczystym posmakiem pomarańczy...

spróbujcie :)











czwartek, 17 listopada 2011

no to ser! serniczek!

Zdrowe, lekkie, słodkie ciacho :)

Bez mąki... cukru...

Proszę :)








zamrażamy 2 kostki twarogu, ja użyłam półtłustego,

rozmrożony mielimy lub rozdrabniamy blenderem.

4 żółtka miksujemy z 2 łyżkami fruktozy, dodajemy zmielony twarożek, proszek do pieczenia 1,5 łyżeczki i ubitą pianę z łyżeczką fruktozy. Na koniec 2 garście wcześniej sparzonych rodzynek.

Do pieca. 150 stopni, 10minut, jeśli zrobimy w foremkach muffinkowych, jeśli w blaszce ok 20minut.

Wyjmujemy z formy dopiero jak wystygnie.

Smacznego :)

środa, 16 listopada 2011

pomarańcza, goździki, kakao :)

W pięknej, soczystej i pachnącej pomarańczy....

robimy dziurki (za pomocą wykałaczki)....


i wkładamy w te dziurki goździki....

efekt jest śliczny i cudownie pachnący.....


















potem kakao....







i wieszamy :)





zapachu nie da się opisać słowami...

poniedziałek, 14 listopada 2011

... usnąć i obudzić się wiosną?

Bardzo zimno.... deszcz, wiatr, zaledwie 2 stopnie....
dreszcz przechodzi całe ciało na samą myśl, że mam wyjść na dwór..

pomimo kiepskiej pogody spędziłam bardzo miły dzień :) spotkałam się z koleżanką w naszej ulubionej herbaciarni, było smacznie i baaardzo przyjemnie.. delektowałam się gorącą czekoladą z imbirem i cynamonem i żurawinką w czekoladzie - aj aż za słodko momentami było ;)
Pogadałyśmy o dzieciach, mężach, książkach a na końcu oczywiście o żarełku :) narobiłaś mi Aga smaka na tego kurczaka pieczonego w piwie! Nie zawaham się go wykonać w przyszły weekend :)

Ajjjj.... chcę lata!

Chcę lodów czekoladowych z Zielonej Budki!


Chcę chodzić boso po ciepłym piasku i trawie!
Chcę wylegiwać się na leżaku, czytać dzieciom książki w sadzie na kocyku... pluskać się w jeziorze lub w morzu.....


ale przyjdzie nam na to poczekać..

żeby tak można było usnąć jak niedźwiedź i obudzić się wiosną?

Ejjjjj a kto by gotował? haha

Sobotnią sałatkę zrobiłam dziś :)

Papryczkę obwąchałam w sklepie z każdej strony ;)

i tak

wrzuciłam 2 zupki chińskie, suche, makaron pokruszyłam, dodałam przyprawy, jedna zupka ostra, druga łagodna, kurczakowe - do miski,

skroiłam kapustkę pekińską w cieniutkie paseczki,
30 dag szyneczki drobiowej w kostkę,
puszkę kukurydzy,
1 paprykę w paseczki - do miski.
Łyżka jogo natural i 2 łyżki majonezu, pieprz.



Pycha!

niedziela, 13 listopada 2011

buziaki słodziaki!

Dla mojego brata, dziś ma urodziny, najlepszego brat!







a Floris, mój kochany chrześniak kończy dziś pół roczku :)






leniwa niedziela..
pogoda kiepska, pada, chłodno...

poszła w ruch masa solna a efekty ostatniej pracy o takie :)













i jelonek :)






następne już się suszą.
Tematyka świąteczna :)

sobota, 12 listopada 2011

miała być sałatka!

Ale nic z tego!
Kupiliśmy paprykę, piękną czerwoną, umyłam ją, kroję i coś mi zajeżdża...
wącham
szok
jak gnój...
zdecydowałam się mimo wszystko posmakować, bo była naprawdę piękna! Jędrna, czerwona, soczysta!
Smakowała... obrzydliwie!
Wylądowała w kompostowniku...
A miała być sałatka z zupek chińskich, owej papryczki, szyneczki i kukurydzy... no nic to, innym razem..

Pryskają wszelkie warzywa owoce, by pięknie wyglądały... rany, do czego to wszystko zmierza? W sokach tych tańszych zamiast soku z owoców wrzucają zagęszczone resztki, nie dziwne, że dobry sok kosztuje 8zł za litr. Zrobiłam dziś kompot z jabłek, 3 kg jabłek - wyszło 2 litry napoju. A jak smakuje! Zamiast cukru dałam fruktozę, nie wyszło to za tanie, ale zdrowe i wiem, że ze świeżych, nie pryskanych owoców.

Warzywa mam swoje, całą zamrażalkę wielką wypełnioną marchewką, kalafiorem, fasolką szparagową, selerem, porem, malinami, jabłkami, ziemniaczki leżakują w piwnicy, ogórasy zakiszone też, jabłka w skrzynkach, buraczki w słojach, dżemy z jabłek no i kapucha kiszona a na strychu mam hodowlę grzybów, boczniaków :) marzy mi się jeszcze stewia, naturalne słodziwo, ale to już na wiosnę pomyślę. No i prawdziwa szklarnia! Och żeby tak można było być samowystarczalnym i mieć jeszcze swoje mięsko, jajeczka, ale  z tym już nie dam rady - chociaż chciałabym :)


Nastawiłam piernik, mmmmmmmmm zapachniało świętami - przyprawą do piernika...
Kupiłam pyszną herbatkę, czarną z dodatkiem pączków dzikiej róży, kawałkami jabłek, hibiskusem, skórką pomarańczy i cytryny, rodzynkami, goździkami i kawałkami cynamonu. Kupuję na wagę w moim ulubionym sklepie i co najważniejsze wszystkie owoce widać gołym okiem :) nie są pomielone na miazgę, smakuje pysznie :)

Oczywiście nie obyło się bez Paszczy :) już rano słyszałam: robimy paszcze! Taaaaak, ciastka z jabłkami!

Wyszły lepsze niż poprzednie, bo rozwałkowałam bardzo cieniutko ciasto.

Popijam herbatkę, myślę o Renatce, która ma dziś imieniny i o Jolci, świętuje urodziny, kolejne, 18!

Najlepszego dziewczyny!


piątek, 11 listopada 2011

ufffffffffffffffffffffffffff na dobre...

Przeszło cholerstwo okropne, wstrętne i śmierdzące!

Oby długo nie wracało!

Pięknie słonko za oknem... biała trawka... przyszedł mróz, nie wielki, ale pięknie pomalował na biało mój zakątek :) dzieci jak zwykle pobudka 6.15, ale i ja jakoś nie mogłam spać, więc nastawiłam największy gar rosołu, wrzuciłam żołądki indycze, porcje rosołowe, dużo marchewki, selera, pora i pyrka sobie zupka a zapach unosi się boski po domku...
Od rana myślałam o Diance.. już miałam pisać esa, ale odpaliłam kompa a tam email :) od dawna wiem, że pokrewne z nas dusze i od dawna wiem też to... że ją kocham.. tak po prostu.

Dianka... tęsknię bardzo za Tobą kochana...

pamiętasz jak to było dawno?
Cierzpięta, las, woda, grill.... i ja 10-15 kilo cięższa hahaah :)

Ale to tylko uroda.. najważniejsze, że w sercu człowiek dalej jest taki sam... i tylko odrobinkę się zmienia - na dobre..

środa, 9 listopada 2011

jednak wirus..

Mamy wirusa.
Najgorsze cholerstwo jakie może być..
wymioty, biegunka.... z moich wyliczeń został mi jeden smyk.. no i my...
oby przeszło jak najlżej!


Zrobiłam dziś do kawki muffinki. Chciałam wypróbować przepis dziewczyn MM-ek, więc spróbowałam, ale z połowy porcji.
To był błąd bo wyszły bardzo smaczne! Mięciutkie, nie suche co najważniejsze :)






Przepis na całą porcję:
2 jabłka i 2 marchewki tarkujemy na dużych oczkach, dodajemy 3 żółtka, 1,5 szklanki mleka, mieszamy łyżką, dodajemy 2 szklanki mąki pełnoziarnistej, 3 łyżeczki proszku do pieczenia, 3 łyżeczki cynamonu i 3 łyżeczki przyprawy do piernika, dla osłody 6 łyżek fruktozy lub 4 tabletki słodzika. Na koniec białka ubite na pianę.
Pieczemy ok 30-40minut i wyjmujemy z foremek aż wystygną.

Na obiad zachciało mi się spagetti.
Indyka skroiłam w paseczki, podsmażyłam z cebulką, czosnkiem, obsypałam ulubionymi przyprawami, czyli bazylią, oregano, chilli, papryką słodką, tymiankiem, solą morską, pieprzem kolorowym... gdy już indor się zarumienił wlałam do niego puszkę pomidorków bez skórki, doprawiłam do smaku... pysznie smakował.. do tego makaronik, ser żółty mniaaam!
Fotki nie zdążyłam pstryknąć, bo jak Krystian się dopadł.... ;)

Dzieciaki pałaszowały naleśniki z twarożkiem i brzoskwiniami :)





a teraz zmykam, noc zapewne będzie ciężka...

barwy jesieni

W szkole Kingi zorganizowano konkurs "Barwy jesieni".
Rysunki, bukiety z liści, dekoracje, stroiki... gdzie sięgnie wyobraźnia..

Nas natchnęło na stroik, więc poszłyśmy z Kinią na spacer, zebrałyśmy liście, owoce dzikiej róży, nad jeziorem rosną piękne kasztany, więc młoda zebrała brązowe kulki i do dzieła :)




dynie, jabłka - nasze plony :)


słonecznik też ;)






kiedy One tak urosły..?

Kinia źle się dziś czuje, więc została w domu.
Leżałyśmy sobie i czytałyśmy książki. Ja swoją, Ona swoją.

Jest w pierwszej klasie, chętnie korzysta z biblioteki - bardzo mnie to cieszy, bo ja będąc dzieckiem nie przepadałam za książkami.. dopiero teraz jako dorosła kobieta odkryłam tę magię.. czytania..

 Kiedy te dzieciaki urosły?























Kinia czytała "Przygody puszystych zwięrzątek" a ja drugą część sagi Stiega Larrsona "Millenium".

Kryminały.
Pochłaniam teraz właśnie to :) zaczęłam od Camilli Lackberg, rany świetnie to się czyta.. kartka za kartką, nie wiadomo kiedy kończy się tom.. podobnie poszła mi saga "Zmierzch". Prawda jest taka, że przeczytałam opis na książce i nie spodobało mi się.. dopiero przyjaciółka, Dianka mnie przekonała. Miała rację :)

Niestety chyba choróbsko zawitało u nas.. Kinia została z bólem brzucha a teraz Nikola wróciła, też narzeka na to samo i wymiotuje... nie chce wymawiać głośno co nam się szykuje...
oby nie...

sobota, 5 listopada 2011

oglądamy..

Co ja tu będę pisać...

lepiej obejrzeć...

koźlaczek,jeden z wielu - rośnie pod naszymi brzozami :)






 chwilkę pomalowałam..







kapusta kiszona, śledziki, ryż z kurczakiem i na koniec lwie paszczeeee!

Sobota!

Dzień w kuchni :)

Moje ulubione miejsce!

Od rana przekładałam z rodzicami kapustę kiszoną do słojów, 70kg - wyszło jakieś 50 słoików, różnych od małych po wielkie 3litrowe. Smak i zapach.... wspaniały! Aż ślinka cieknie na samo wspomnienie..

Potem zrobiłam śledziki, tradycyjne, z cebulką i odrobiną oleju a na obiadek była szczawiowa z jajcem i ryż zapiekany z kurczakiem:


ryż podsmażam na oleju z cebulką, potem do naczynia żaroodpornego, zalewam wodą i wrzucam kostkę bulionową na to wykładam wcześniej przyprawionego już kurczaczka :) ryż jest pyszny, sypki, dobrze doprawiony a kurczaczek mięciutki - dzieciaki wcinają ze smakiem :)

Potem chwilkę poległam przed tv, nie na długo, bo poleciałam zrobić ciacha z przepisu MMowej Małgosi - Lwie Paszcze! 

pół kilograma mąki wymieszałam z 2 łyżeczkami proszku do pieczenia, dałam pół szklanki cukru pudru, 2 żółtka i 1 całe jajo, dodałam pół szklanki serka homogenizowanego 0% chociaż w przepisie jest pół szklanki śmietany 18%, potarkowałam kostkę masła (200g), zagniotłam, rozwałkowałam, wycinałam - z pomocnikami - koła, do środeczka wkładałam kawałki jabłuszka, zawijałam, ale nie zalepiałam i do pieca na 20min, temp. 150 (u mnie).








Pomocników w robieniu sztuk 2 a w jedzeniu już o 4 więcej :)






Gotowe :)





Pyszne są!